niedziela, października 15, 2006


Ten tekst został znaleziony przypadkiem podczas sprzątania starych notatek szkolnych. Napisałam go jakieś 8 lat temu. Rozbawił mnie nieco i przywołał wspomnienia.

Celina- nowoczesna dziewczyna i przyjaciele

Mam metr pięćdziesiąt dwa wzrostu- bez kapelusza. W kapeluszu mierzyłabym więcej, lecz nikt w moim wieku (17.5) kapeluszy nie nosi. Robcio powiada, że i tak kapelusz mi nie pomoże, chyba, że cylinder- taki jest złośliwy i tak brutalnie pogłębia mój kompleks wzrostu. Drugi kompleks to waga lub raczej jej nadwaga. Waże równe pięćdziesiąt trzy kilogramy. Wyobraźcie mnie sobie teraz! Rozpacz! Mogiła! Ale życ trzeba, chociaż jest się najniższą i najgrubszą osobą w całej klasie. Usiłuje o tym nie pamietać, starannie omijam wzrokiem wszelkie lustra i szyby wystawowe. Wyobrażam sobie ze wszystkich sił, że jestem wysoka jak brzoza, smukła jak trzcina- ale i wyobraźnia zawodzi mnie regularnie. Wiem, że sylwetka moja z każdej strony, z profilu i z przodu przypomina nadzwyczaj pieknie rozwinięty pączek. a ten paczek to ja! Celina! Tak się nazywam. Podobno. Bo naprawde nazywam się różnie, zależnie od okoliczności.
Reasumując, nie należe do osób, którym powiodło się w życiu, nawet w szkole.
Oto razu pewnego pani profesor Alina B. maglowała mnie z ruskiego przez 35 minut. Poczatkowo sądziłam, ze śpiewam jak z nut, lepiej niż sam Krzysztof Krawczyk, lecz spostrzegłam nagle dziwną nerwowość pani B. To przygryzała wargi, to zacierała ręce, to wstawała zza katedry, to znow siadała, zdejmowała okulary i wkładała je z powrotem- w ogóle zachowywała się dziwnie. straciłam pewność siebie. Zaczęlam się plątać, zapomniałam ze zdenerwowania jak jest 'ona' po rosyjsku.
-Aśka! Aska!- szepnęłam żałośnie, -Jak jest 'ona'???
-Boże, nie wiem! Może 'ona'- odpowiedziała równie zdezorientowana Aśka.
Następnie klasę ogarnęła cisza jak makiem zasiał. Czułam na sobie kilkanascie par oczu moich zacnych koleżanek i kolegów współczujących mi z całej duszy oraz te jedną jedyną pare oczów- czerwonych i wielkich- oczów Aliny B. Przerwała w pół słowa moje jąkanie oznajmiając grobowo:
-Niestety moja droga, otrzymujesz dziś ocene niedostateczną, daj mi swój dzienniczek!
Otworzyła go, pokiwała złowieszczo głową i zaczela pisać. Pisała i pisała, a ja stałam czekając. Pisała i pisała jakby zmieniała kwalifikacje z magistra rosyjskiego na magistra filologii polskiej. Klasa milczała, przytłoczona moim cierpieniem. Paulina S. chlipnęła raz i drugi. A tamta wciąż pisała. Co ta kobieta tak wypisuje? Wypracowanie na temat mojego debilizmu? Zapisała juz w dzienniczku 3 strony. Caly długopis wypisze! Ratunku! Na pomoc! Może mnie zamierza zostawic na drugi rok? ! wtedy...
-Pani profesor... chciałabym coś powiedzieć... -odezwała się cichym głosem Kasia N.
-Mów słucham.
-Bo pani profesor, Celinka... nie powinna ja pani tak karać. Ona jest taka bezbronna- krzyknęła Kaska składajac błagalnie rece.
-Właśnie- poparła Kasię klasa
-To nasza najlepsza koleżanka. Uczynna, kochamy ja jak własną matke...Pani profesor wie jaki to trudny przedmiot ten ruski... znaczy sie rosyjski- rzucił odważnie Marek.
-Cela jest w ogóle cudowna, niezastapiona, niewyjeta- wyszeptał z natchnieniem Maciek.
-Ma tylko wyatkowego pecha- wtracil robert.
-Moin zdaniem to bardzo oschła księżniczka-powiedziła stanowczo Alina B.
-Jak to!??- zapytała Kasia z trwoga i zbladła jak ściana.
-I Ty Kasiu przeciwko mnie???
-Tak!-rzekła Kasia- ale nie bedziemy sie juz sprzeczać o podobne drobiazgi- krzykneła i kopneła ja w nogę (tzn w twarz ale w noge brzmi mniej brutalnie)

Koniec

Dla ukochanej Małgosi vel Celiny. Na zdjęciu wraz z równie kochaną Justyną.

Tak właśnie na nie na temat sobe pisywałam, gdy do liceum uczęszczałam :)

poniedziałek, października 09, 2006



Prawdziwą tragedią dla człowieka najczęściej nie jest niemożność dopięcia celu,
ale rozczarowanie, którego doznaje po osiągnięciu tego, czego pragnął.


Dlatego być mądrym życiowo to znaczy taki wybór celów, aby nie utraciły one swojej wartości, z chwilą gdy zostały osiągnięte.



Stanisław Czosnowski

piątek, października 06, 2006

Czego potrzeba do szczęścia kobiecie oprócz czarnych spodni, czarnego swetra i mężczyzny?

Spokoju, ale żeby nie było nudno, rad, ale żeby się nikt nie wtrącał, wina, ale żeby nie było kaca, czułości, ale żeby bez przesady,pracy, ale żeby codziennie? podróży, ale żeby nie samolotem,dobrych sąsiadów, ale żeby bez chomika,dziecka, ale żeby bez kłopotów,no i konsekwencji, ale żeby bez konsekwencji... Jednym słowem, jak nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o miłość.

Judyta też jest tego zdania. Całkiem jak ja.
Katarzyna Grochola:' A nie mówiłam'