piątek, listopada 03, 2006


Dlaczego robie rzeczy, których wcale nie chcę, a jednoczesnie ich potem nie załuje?

Pewnie brakuje mi witamin.

niedziela, października 15, 2006


Ten tekst został znaleziony przypadkiem podczas sprzątania starych notatek szkolnych. Napisałam go jakieś 8 lat temu. Rozbawił mnie nieco i przywołał wspomnienia.

Celina- nowoczesna dziewczyna i przyjaciele

Mam metr pięćdziesiąt dwa wzrostu- bez kapelusza. W kapeluszu mierzyłabym więcej, lecz nikt w moim wieku (17.5) kapeluszy nie nosi. Robcio powiada, że i tak kapelusz mi nie pomoże, chyba, że cylinder- taki jest złośliwy i tak brutalnie pogłębia mój kompleks wzrostu. Drugi kompleks to waga lub raczej jej nadwaga. Waże równe pięćdziesiąt trzy kilogramy. Wyobraźcie mnie sobie teraz! Rozpacz! Mogiła! Ale życ trzeba, chociaż jest się najniższą i najgrubszą osobą w całej klasie. Usiłuje o tym nie pamietać, starannie omijam wzrokiem wszelkie lustra i szyby wystawowe. Wyobrażam sobie ze wszystkich sił, że jestem wysoka jak brzoza, smukła jak trzcina- ale i wyobraźnia zawodzi mnie regularnie. Wiem, że sylwetka moja z każdej strony, z profilu i z przodu przypomina nadzwyczaj pieknie rozwinięty pączek. a ten paczek to ja! Celina! Tak się nazywam. Podobno. Bo naprawde nazywam się różnie, zależnie od okoliczności.
Reasumując, nie należe do osób, którym powiodło się w życiu, nawet w szkole.
Oto razu pewnego pani profesor Alina B. maglowała mnie z ruskiego przez 35 minut. Poczatkowo sądziłam, ze śpiewam jak z nut, lepiej niż sam Krzysztof Krawczyk, lecz spostrzegłam nagle dziwną nerwowość pani B. To przygryzała wargi, to zacierała ręce, to wstawała zza katedry, to znow siadała, zdejmowała okulary i wkładała je z powrotem- w ogóle zachowywała się dziwnie. straciłam pewność siebie. Zaczęlam się plątać, zapomniałam ze zdenerwowania jak jest 'ona' po rosyjsku.
-Aśka! Aska!- szepnęłam żałośnie, -Jak jest 'ona'???
-Boże, nie wiem! Może 'ona'- odpowiedziała równie zdezorientowana Aśka.
Następnie klasę ogarnęła cisza jak makiem zasiał. Czułam na sobie kilkanascie par oczu moich zacnych koleżanek i kolegów współczujących mi z całej duszy oraz te jedną jedyną pare oczów- czerwonych i wielkich- oczów Aliny B. Przerwała w pół słowa moje jąkanie oznajmiając grobowo:
-Niestety moja droga, otrzymujesz dziś ocene niedostateczną, daj mi swój dzienniczek!
Otworzyła go, pokiwała złowieszczo głową i zaczela pisać. Pisała i pisała, a ja stałam czekając. Pisała i pisała jakby zmieniała kwalifikacje z magistra rosyjskiego na magistra filologii polskiej. Klasa milczała, przytłoczona moim cierpieniem. Paulina S. chlipnęła raz i drugi. A tamta wciąż pisała. Co ta kobieta tak wypisuje? Wypracowanie na temat mojego debilizmu? Zapisała juz w dzienniczku 3 strony. Caly długopis wypisze! Ratunku! Na pomoc! Może mnie zamierza zostawic na drugi rok? ! wtedy...
-Pani profesor... chciałabym coś powiedzieć... -odezwała się cichym głosem Kasia N.
-Mów słucham.
-Bo pani profesor, Celinka... nie powinna ja pani tak karać. Ona jest taka bezbronna- krzyknęła Kaska składajac błagalnie rece.
-Właśnie- poparła Kasię klasa
-To nasza najlepsza koleżanka. Uczynna, kochamy ja jak własną matke...Pani profesor wie jaki to trudny przedmiot ten ruski... znaczy sie rosyjski- rzucił odważnie Marek.
-Cela jest w ogóle cudowna, niezastapiona, niewyjeta- wyszeptał z natchnieniem Maciek.
-Ma tylko wyatkowego pecha- wtracil robert.
-Moin zdaniem to bardzo oschła księżniczka-powiedziła stanowczo Alina B.
-Jak to!??- zapytała Kasia z trwoga i zbladła jak ściana.
-I Ty Kasiu przeciwko mnie???
-Tak!-rzekła Kasia- ale nie bedziemy sie juz sprzeczać o podobne drobiazgi- krzykneła i kopneła ja w nogę (tzn w twarz ale w noge brzmi mniej brutalnie)

Koniec

Dla ukochanej Małgosi vel Celiny. Na zdjęciu wraz z równie kochaną Justyną.

Tak właśnie na nie na temat sobe pisywałam, gdy do liceum uczęszczałam :)

poniedziałek, października 09, 2006



Prawdziwą tragedią dla człowieka najczęściej nie jest niemożność dopięcia celu,
ale rozczarowanie, którego doznaje po osiągnięciu tego, czego pragnął.


Dlatego być mądrym życiowo to znaczy taki wybór celów, aby nie utraciły one swojej wartości, z chwilą gdy zostały osiągnięte.



Stanisław Czosnowski

piątek, października 06, 2006

Czego potrzeba do szczęścia kobiecie oprócz czarnych spodni, czarnego swetra i mężczyzny?

Spokoju, ale żeby nie było nudno, rad, ale żeby się nikt nie wtrącał, wina, ale żeby nie było kaca, czułości, ale żeby bez przesady,pracy, ale żeby codziennie? podróży, ale żeby nie samolotem,dobrych sąsiadów, ale żeby bez chomika,dziecka, ale żeby bez kłopotów,no i konsekwencji, ale żeby bez konsekwencji... Jednym słowem, jak nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o miłość.

Judyta też jest tego zdania. Całkiem jak ja.
Katarzyna Grochola:' A nie mówiłam'

poniedziałek, września 25, 2006

Magda.
My friend.
Juz 2 lata!
Dzia!

poniedziałek, września 18, 2006

Staying slim as a Pole
Shocked by chubby Brits, Dorota Bawolek explains why Polish women don’t get fat

One of the first things that strikes people who come to the UK from Poland is how chubby everyone is. On the contrary, what is often noticed about the Polish influx — and there are a lot of us now, 350,000 registered workers since May 2004 — is how fit and healthy we are. My English friends at university in Birmingham often ask me how I stay so slim, but I’m not obsessed with dieting and have never considered myself fit. I am a typical 24-year-old Polish girl; back in Poland almost every girl looks like me, and I eat like a typical Pole.
The daily diet of an average Polish person contains four or five small meals. The food is simple, always freshly made, with lots of vegetables. Snacking or eating ready-made meals is not common. The mornings start in a similar way to the ones in Britain. We like to have a cup of coffee and some people eat hot porridge or cornflakes, but more commonly sandwiches are eaten. Yes, we eat sandwiches for breakfast! However, they look nothing like the baguettes stuffed with mayo or bacon that you get in England. On the contrary, our open sandwiches are usually made with a couple of slices of wholegrain bread, with butter (not margarine), ham and some tomato or cucumber.

Before describing the next meal in the Polish diet I must explain that there is no direct translation for the word “lunch”; instead we have a “second breakfast” at about 11am. The sandwich shops that are so common in the UK have not made their way to Eastern Europe yet. Therefore, if you do not want your work colleagues listen ing to your rumbling belly, you must prepare something for your “second breakfast” at home. Besides, a typical Pole is usually sensible — if not tight — with his money and would never spend his zlotówki (Polish currency) on something that could be prepared much cheaper and healthier at home.
So what’s in the Polish “second breakfast” bag? There are a couple of sandwiches, an apple or an orange and yogurt. And there are no crisps. Once again, our not-so-modern lifestyle and eating habits save us from obesity. I was born in 1982 and didn’t taste a crisp until I was 10. You may think, poor child, never had any crisps; well we didn’t eat much chocolate either, or have fizzy drinks. Why? In the 1980s and early 1990s Poland was still under a Communist regime and these products were considered to be produced by capitalists. And now that I can see the “crisp effect” on you Brits, I think that I have definitely not missed out on much.
Instead we had our own kids’ snacks, equally tasty and much healthier. While out playing, my friends and I used to snack on sunflower and pumpkin seeds. In winter, mothers and grannies baked delicious cookies, from natural ingredients, and as soon as summer came we stuffed our mouths with every seasonal fruit that was ready to chomp: strawberries, cherries, currants, gooseberries, apples, pears, plums, anything edible that was growing in the garden and local neigbourhoods. The “naughty” kids like me always preferred the fruits pinched from neighbours’ gardens; they tasted better and picking them from where you were not allowed to was so much fun.
Even as we get older our tastes stay healthy and the fashionable food among Polish youngsters today are yoghurts and fruit smoothies with thousands of flavours. The most popular smoothie in Poland is a carrot-based drink supplemented with other fruits, such as banana, peach, raspberry and apple. It’s my favourite drink and I would be the happiest Pole in the UK if I could find it in Sainsbury’s one day.
During weekdays many children eat dinner at 1pm at cantinas at their school, where instead of Turkey Twizzlers you find freshly made soups and meals, such as boiled potatoes, chicken and lots of salads. Adults have their hot meal at 4pm or 5pm, when they finish work, and this is always freshly made too. During the week it is usually one dish, such as pierogi (dumplings with mushroom and cabbage or minced-meat stuffing), or zur (soured rye-flour soup), or barszcz (beet soup) with potatoes and sausage. We have cabbage with nearly every meal. In Polish supermarkets ready-made meals, such as pizzas or lasagne, remain the most expensive items and an average housewife will never spend money on a bag of frozen chips, as it is cheaper to make them yourself and you don’t risk taking in extra salt.
If you look in a British shopping basket and compare it to a Polish one, you will spot the difference in the size of vegetables. Polish parsnips and cucumbers are usually much smaller than those in the UK. However, since the Polish veggies grow naturally with no additional pesticides they taste much better and are healthier. Greens, such as lettuce, are beloved food in Poland and Polish housewives know thousands of recipes for seasonal salads that are prepared and served on almost every occasion: dinners, birthday parties and family meetings.
Another Western food discovery that has not been cultivated in Poland yet is the takeaway. They exist, but it’s not a cheap option. A kebab costs 6zl (£1) and this is how much you are paid for one hour’s work as a shop assistant or a waiter. If a British person had to pay £5 for a kebab, I’m sure they would reconsider.
Polish people try not to eat too late. In the past, the main family meal was in the early afternoon and supper — a few sandwiches — was served no later than 6pm. Nowadays the Western lifestyle and work duties have changed eating times and supper is later but never after 7.30pm, but some people skip this meal or take a light option. My dad, for example, goes for a couple of sandwiches with jam and a mug of hot milk. I have a piece of toast or a hot chocolate. However, some of the old traditions survive, such as eating at a table with your family and a switched-off TV. Yes! It’s much better for your digestion process not to watch telly.
The weekend menu is, of course, different and more sophisticated. Sunday dinner has two courses; chicken soup with noodles is served as a starter and the main course contains boiled potatoes, a piece of meat and a selection of salads and seasonal vegetables. The typical drink served with dinner is called kompot, a fruit drink cooked by mums and grannies in summer and kept in jars on cellar shelves. We don’t drink wine with meals and it is a myth that the Poles are always drinking vodka, we have it only at special occasions, such as a wedding. When I go out with my friends, we drink lager but not as much as you Brits.
Since Sunday is a popular day for family visits, it is obligatory to have a cake, but not served straight after dinner. After a big Sunday lunch many Polish families go for a walk, ideal to burn calories after a meal. After this, coffee, tea and cakes are served and we chat, chat, chat. Polish people can talk for “England”.
You may think now: poor Poles, they do not eat crisps, chocolate, or fizzy drinks. But I can assure you that we love our food, so why not try the Eastern European way of eating and lose a few pounds?

sobota, września 09, 2006


Przyroda i ja


Na wzgorzu nad Dublinem. Monik i ja. Kto by pomyslal, ze kiedys bede mogla skoczyc sobie na weekend do Irlandii.

Adam na to moje stwierdzenie: 'Kto by pomyslal, ze kiedys bede skakal na weekend do Polski' ;)

poniedziałek, września 04, 2006


Naklejalam dzis ceny na towar w mojej ulubionej londynskiej ksiegarnii i wpadly mi w reke zakladki do ksiazek. Mialy jakis tekst, zazwyczj nie mam czasu, aby sie wczytywac w to lub tamto ale ten przykul moja uwage...

Slady

Szedl raz czlowiek z Bogiem po plazy. W pewnym momencie na niebie zaczely pojawiac sie sceny z zycia czlowieka. Po jakims czasie czlowiek zauwazyl, ze podczas kazdej ze scen na piasku pojawialy sie slady stop. Dwie pary. Jednakze nie wtedy, gdy w zyciu czlowieka pojawialy sie problemy, zalamania, tragedie. Na plazy widoczna byla tylko jedna para stop. Czlowiek zapytal Boga dlaczego wlasnie w tych najtrudniejszych momentach w jego zyciu zostawal sam. Bog na to: Moje drogie dziecko, wiesz przeciez, ze bardzo cie kocham i nigdy bym Cie nie zostawil. W tych trudnych dla Ciebie chwilach nioslem Cie na rekach.

czwartek, sierpnia 31, 2006


wczoraj były nalesniki u Eli, pyszne z serem, rodzynkami, polane smietanką i czekoladką

Na zdjęciu jeszcze bez smietanki i czekolady

sobota, sierpnia 26, 2006


Sobota pracująca. Jak każda. W nagrode poszła ja z Kropką odwiedzić Boba Gąbke Kwadratowe Gacie (SpongeBob SquarePants- patrz obrazek) w symulatorze w Science Museum.

piątek, sierpnia 25, 2006


Słońce wróciło. Pięknie dziś było. Na przerwie w pracy kawe w pobliskim Hyde Park sie piło. Marble Arch pięknie w słoncu się świeciło. Po pół godzinie wszystko się skończyło.




Zapytałam dziś Adama jakie są wtyczki w Irlandii, a on mi na to, że duże plaskie i brzydkie ;)

czwartek, sierpnia 24, 2006


Londyn. Deszcz, deszcz, deszcz. Praca. Nuda. Lunch. Nuda. Z tej nudy nawet moja kanapka nie została zjedzona. Została oddana w dobre usta ;)Ja tymczasem posiliłam sie sałatką. Z KFC :( dobra była. Tak z nudów chyba.
A po pracy też z nudów film obejrzalam. The Lake House. W trakcie seansu Kropka do mnie zadzwoniła. Chyba nudziła sie troszeczke wracając do domu autobusem.
ML dzięki za wytłumaczenie zawiłosci filmowych.

Życie jest jak krawędź drapacza chmur. Albo podchodzisz zbyt blisko i spadasz. Albo pozostajesz tak daleko, że możesz się tylko nudzić. Prawda?

wtorek, sierpnia 22, 2006


Przestrzeń została zapełniona. Nie moja. :(

Kochać to jedyna rzecz, mogąca zapełnić wieczność. . . Nieskończoność potrzebuje bezkresów. Victor Marie Hugo (1802-1885)

sobota, sierpnia 19, 2006

Miałam sen, ten sen nie przeraża mnie.... jedynie powraca gdy chce. To dom mój, mój choć ni w ząb ni dwa zęby nie podobny do tego do którego powracam na kilka dni w roku. Są tam schody prowadzące na dół. Każdy wie o ich istnieniu, lecz nikt nie korzysta z pomieszczeń tam się znajdujących. Nawet ja. Dziele pokój z siostrą, a tam na dole jest tyle miejsca. Tyle miejsca, aczkolwiek pełno tam meblii, najróżniejszych. Obiecuje sobie, że to bedzie moja przestrzeń, lecz w nastepnym już znowu nie jest.Teraz tez szukam przestrzenii*. Ale takiej na stałe.
O prosze nie jestem sama, inni też mieli podobne poglądy. Oto te, które najbardziej mi sie podobają i tłumaczą moją przestrzeń:

(. . . )Kiedy zważam krótkość mego życia, wchłoniętego w wieczność będącą przed nim i po nim, kiedy zważam małą przestrzeń, którą zajmuję, a nawet którą widzę, utopioną w nieskończonym ogromie przestrzeni, których nie znam i które mnie nie znają, przerażam się i dziwię, iż znajduję się raczej tu niż tam, nie ma bowiem racji, czemu raczej tu niż gdzie indziej, czemu raczej teraz niż wtedy. . . Kto mnie tu postawił? Na czyj rozkaz i z czyjej woli przeznaczono mi to miejsce i ten czas? Czemu moja wiedza jest ograniczona? Mój wzrost? Moje trwanie raczej do stu lat niż do tysiąca? Jaką rację miała natura, aby mi dać to właśnie, aby wybrać raczej tę liczbę niż inną? Toć w nieskończoności liczb nie ma racji wybrać raczej tę niż inną, nic nie przemawia za tą lub ową!
Blaise Pascal

*Miłość to przestrzeń i czas udostępnione dla serca.
Dionisios Salomos

Lubię tego Pascla!

piątek, sierpnia 18, 2006

  Posted by Picasa
Zbyt wiele zla na tym swiecie, nieszczesc, ktore dotykaja ludzi, gdy ci wcale sie ich nie spodziewaja. Smutno nam sie czasem robi przez chwile, myslimy sobie, ze nam tez jest ciezko, bo to, bo tamto, bo...
Pesymistyczne spojrzenie na swiat? Moze i tak, moze czasami ale i tak staram sie mimo wszystko aby optymizm byl gora. Realistyczny optymizm. Nie bede tu smucic, bo po coz wam obce smutki, skoro macie tyle swoich. Bede gadac glupty. Moze raczej pisac. Uzbrojcie sie w cierpliwosc...
Bedzie ciezko, bo lubie dygresje.
Lubie tez cisze. W poszukiwaniu tej ciszy lubie zalozyc sluchawki na uszy i wsrod tej ciszy slyszec jedynie te dzwieki muzyki, ktorych akurat potrzebuje. Nie lubie jednak momentu kiedy siada mi bateria, znow wtedy powracam do codziennosci, do na pamiec znanych odglosow, halasow, glosow. Swojego glosu nie lubie- jak kazdy pewnie. Dobrze, ze uzywam go jak i kiedy chce.
Wiem, pisze jakies pierdoly zamiast jakis konkretow, ale to moj blog i ja tu stukam w klawiature... c.d.n :)

czwartek, sierpnia 17, 2006

Witam!


Same blogi fotologi ostatnio otaczaja mnie!
Czego tam ludzie nie wypisuja?! Tez chce swoj! I mam. Pewnie! Tylko co ja bede Wam tu opowiadac???
Paii juz cos wymysli. :)